poniedziałek, Styczeń 18, 2021

Qmam kasze – recenzja książki Mai Sobczak

Qmam kasze

Moda na zdrowy styl życia opanowała cały świat. Dotarła również do Polski, z czego bardzo się cieszę. Uważam, że warto interesować się tym, co dla nas dobre. Z tego też względu większą wagę powinniśmy przykładać do tego, co ląduje na naszych talerzach. Przecież leży to tylko i wyłącznie w naszym interesie – jeśli o niego nie zadbamy, nikt inny tego za nas nie zrobi.

Dlaczego sięgnęłam po książkę Mai Sobczak „Qmam kasze czyli powrót do korzeni”?

Maię Sobczak bardzo cenię i szanuję. Nie znam jej co prawda osobiście, ale już od dawna systematycznie zaglądam na jej bloga Qmam Kasze. Lubię atmosferę, jak tam panuje – jest swojsko, miło i przytulnie. Najważniejsza jednak jest wartościowa treść idąca w parze z atrakcyjną i niezwykle apetyczną oprawą graficzną strony, na której znaleźć można mnóstwo wspaniałych przepisów. To też z wielką radością przyjęłam informację o tym, iż Maia wydała książkę zatytułowaną „Qmam kasze czyli powrót do korzeni” – do sięgnięcia po tę lekturę nikt nie musiał mnie namawiać. Byłam niezmiernie ciekawa tej pozycji i miałam wobec niej spore oczekiwania. Nie zawiodłam się. Autorka po raz kolejny utwierdziła mnie w przekonaniu, iż jest wielką pasjonatką tego, co robi i w jaki sposób żyje.

Kim jest autorka książki Maia Sobczak?

Maia Sobczak jest psychologiem, dietetyczką Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, a także konsultantką Ajurwedy z ramienia Jiva Instytute w Indiach. Prowadzi popularnego bloga Qmam Kasze oraz publikuje na łamach takich tytułów jak „Kuchnia Zwierciadła”, „naTemat” oraz „Joga”. Jest zwolenniczką zdrowego stylu życia oraz zrównoważonej diety. Swoich czytelników oraz pacjentów stara się przekonywać do korzyści, jakie płyną z życia w rytmie slow. Sama jest wegetarianką i stara się żyć w zgodzie z naturą. Prywatnie żona i matka chłopca imieniem Hugo.

O fabule książki „Qmam kasze czyli powrót do korzeni” słów kilka

Nie streszczę tutaj fabuły książki „Qmam kasze czyli powrót do korzeni” – z bardzo prostego powodu. To pozycja kulinarna, a nie obyczajowa, nie mniej jednak główną jej bohaterką jest tytułowa kasza. Swego czasu nieco zapomniana, a teraz powracająca do łask we wspaniałym stylu. Jak by nie patrzeć, to jeden z najważniejszych składników tradycyjnej kuchni polskiej, po który powinniśmy sięgać bezwzględnie częściej. Z książki dowiadujemy się na temat różnych kasz bardzo wielu interesujących rzeczy – z jakich zbóż powstają, jakie wartości odżywcze posiadają etc. Ważne jest również to, jak wpływają na nasz organizm. Wielu osobom wydają się po postu nudne, tymczasem autorka udowadnia, iż jest zupełnie inaczej. I że stwarzają w kuchni bardzo szerokie pole do popisu – wystarczy jedynie dać im szansę. W jaki sposób? Najlepiej skorzystać z zaprezentowanych w książce przepisów.

Przepisy, które serwuje Maia Sobczak, są proste, przystępne i okraszone wspaniałymi fotografiami. Walory stricte wizualne są ogromnym atutem książki. Została ona podzielona na trzy kategorie, a mianowicie: Początek, Środek i Słodki Koniec. Dzięki temu panuje w niej porządek, a my wiemy, gdzie szukać poszczególnych receptur. Są one niezmiernie pomysłowe, co oczywiście postrzegam na plus. Szczerze powiedziawszy, w wielu przypadkach nawet nie przyszłoby mi do głowy to, że właśnie tak można wykorzystać kaszę.

Moja opinia na temat książki „Qmam kasze czyli powrót do korzeni” Mai Sobczak

W „Qmam kasze czyli powrót do korzeni” każdy znajdzie coś dla siebie – na śniadanie, obiad i na deser. Z góry tylko uprzedzam, że w książce znajdują się wyłącznie przepisy na dania bezmięsne – w końcu autorka jest wegetarianką. Ja sama należę do mięsożerców i zaręczam, że w niczym mi to nie przeszkadzało. Zaintrygowało mnie naprawdę mnóstwo dań – wiele z nich na stałe już weszły do mojego kulinarnego repertuaru. Nie będę wymieniać, ponieważ od razu zrobię się głodna. Musicie je sami wypróbować.

Książka ujęła mnie swoją prostotą. Nie trzeba wcale wymyślać skomplikowanych potraw rodem ze znanych programów kulinarnych, by gotować i jeść po mistrzowsku. Rzecz jasna po wiele z proponowanych składników należy udać się do sklepu, bo nie wszystko będziecie mieć pod ręką, ale sami się szybko przekonacie o tym, iż efekt warty jest zachodu. Dla tych, co lubią w kuchni eksperymenty, omawiana przeze mnie lektura jest obowiązkowa –warto dla niej znaleźć miejsce w kuchennej biblioteczce. Zwłaszcza, że kasze to gwarancja urozmaicenia i wspaniałego smaku.

Czy warto kupić książkę „Qmam kasze czyli powrót do korzeni”?

Czy zakup „Qmam kasze czyli powrót do korzeni” to dobry pomysł? Ja uważam, że tak. Osobiście jestem zachwycona tą książką. Prosto, smacznie i do tego zdrowo – czego chcieć więcej? Przy okazji spoglądamy na nasze codzienne jadłospisy pod nieco innym kątem. Nie zawsze musimy podążać przetartymi już szlakami – opłaca się odkrywać nowe drogi. W moim domu rodzinnym obowiązkową pozycją na obiad były ziemniaki, kasza pojawiała się od święta, jako dodatek, podana do tego tak, że nie czułam się specjalnie zachęcona do jedzenia. Na szczęście niektóre wyniesione z domu nawyki można zmieniać – a niekiedy jest to wręcz wskazane. Na pewno jest tak właśnie w przypadku kasz – niech śmiało królują na naszych stołach. Nie zasługują na to, by spychać je na bok. Nauczmy się je doceniać, a odwdzięczą się nam z nawiązką.

„Zostań, jeśli kochasz” Gayle Forman – recenzja książki

„Zostań, jeśli kochasz” Gayle Forman

Składając różne obietnice, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, jak ogromny wpływ wywierają one na nasze – i nie tylko – dalsze losy. O tym, co dla nas naprawdę ważne i na czym nam autentycznie zależy, nie jest łatwo zapomnieć. Nie chcemy się godzić na takie straty, ale nie zawsze też wiemy, co możemy uczynić, by karta odwróciła się na naszą korzyść.

Dlaczego sięgnęłam po książkę Gayle Forman „Zostań, jeśli kochasz”?

Każdego, kto zna „Zostań, jeśli kochasz” z pewnością ucieszyła wiadomość o tym, iż Gayle Forman zdecydowała się napisać kolejną część zatytułowaną „Wróć, jeśli pamiętasz”. Do przeczytania tej książki nikt nie musiał mnie namawiać. Byłam niezmiernie ciekawa, jak potoczyły się losy Mii, czy odnalazła się w nowej dla siebie rzeczywistości i jak uporała się z wynikającymi z tego problemami. Nie rozczarowałam się, dlatego też z czystym sumieniem pragnę polecić Wam tę powieść. Jeśli jednak nie czytaliście „Zostań, jeśli kochasz”, to zacznijcie od lektury tej właśnie książki – zachowacie ciągłość fabuły i z pewnością spojrzycie na nią pod nieco innym kątem. Oczywiście, „Wróć, jeśli pamiętasz” sprawdzi się też jako samodzielna, odrębna powieść, ale czy rzeczywiście warto pomijać część pierwszą? Moim zdaniem niekoniecznie.

Kim jest autorka książki Gayle Forman?

Gayle Forman, rocznik 1970, to amerykańska dziennikarka i pisarka. Przygodę z pisaniem rozpoczęła od publikowania tekstów na łamach czasopisma „Seventeen”, współpracowała również z wieloma innymi znanymi magazynami, żeby wspomnieć m. in. o „Glamour Magazine” czy „Cosmopolitan Magazine”. Jej debiutancka powieść nosi tytuł „Sisters in Sanity”. Inspiracją do jej napisania stała się podróż dookoła świata, którą Gayle Forman odbyła wspólnie z mężem w 2002 r. Największą popularność przyniosła autorce powieść „Zostań, jeśli kochasz”, którą z miejsca stała się bestsellerem. Przetłumaczono ją na kilkadziesiąt języków oraz nakręcono na jej podstawie film. „Wróć, jeśli pamiętasz” jest jej kontynuacją.

O fabule książki „Wróć, jeśli pamiętasz” słów kilka

Akcja „Wróć, jeśli pamiętasz” toczy się 3 lata po tragicznym wypadku, do którego doszło w „Zostań, jeśli kochasz”. 17-letnia wówczas Mia straciła w wypadku rodziców i braciszka, jednakże pomimo tego zdecydowała, że będzie żyć dalej. Teraz spotykamy ją w momencie, gdy stoi u progu kariery – udało się jej zrealizować marzenia o tym, by zostać wiolonczelistką. Szpital opuściła jako zupełnie inny człowiek. Postanowiła odejść od Adama – bez jakichkolwiek tłumaczeń i zbędnych słów po prostu zniknęła z jego życia. Dzieli ich ogromna odległość – mieszkają po dwóch stronach oceanu. Jego rockowy zespół stał się niezwykle popularny i zdobył fanów na całym świecie, Adam zaś stał się obiektem westchnień dziewczyn i przedmiotem zainteresowania tabloidów. Spotyka się z niejaką Bryn, ale nigdy nie przestał kochać Mii i bez niej czuje się samotny.

Pewnego dnia, będąc w Nowym Jorku, zauważa plakat z nazwiskiem Mii i informacją o jej występie. Postanawia się wybrać koncert. Chce nie tylko usłyszeć, jak Mia gra, ale nade wszystko zobaczyć ją i porozmawiać. Spędzają noc, przechadzając się ulicami miasta i odwiedzając wiele różnych miejsc, które dziewczyna darzy sentymentem. Nie sposób przy tym uniknąć tematu przeszłości i tego, co wydarzyło się po wypadku. Okazuje się, że Adam nie zna Mii wcale tak dobrze, jak mu się kiedyś wydawało. Dziewczyna skrywa niejedną tajemnicę. Czy niespodziewane spotkanie okaże się dla nich szansą, by mogli wrócić do siebie? O tym przekonacie się tylko wtedy, gdy przeczytacie „Wróć, jeśli pamiętasz”.

Moja opinia na temat książki „Zostań, jeśli kochasz” Gayle Forman

„Wróć, jeśli pamiętasz” to – podobnie jak „Zostań, jeśli kochasz” – niezbyt długa powieść napisana prostym i przemawiającym do wyobraźni czytelnika językiem. Pochłonęłam ją w jedno popołudnie. Choć nie jest to żaden kryminał, w którym dynamiczna akcja nieustannie czymś zaskakuje, książkę czyta się bardzo szybko z wypiekami na twarzy. Stanowi ona doskonały dowód na to, iż nawet zwykła codzienność stanowi świetny temat – wszystko zależy od tego, jak zostanie on potraktowany i przekazany odbiorcom. Gayle Forman pisze o tym, co jest nam wszystkim znane – o miłości, stracie, cierpieniu, tęsknocie, o oczekiwaniach względem życia. Nic więc zatem dziwnego, że na kartach „Wróć, jeśli pamiętasz” panuje niezwykła atmosfera, która porusza najczulsze struny i skłania do refleksji. Od czasu do czasu warto na chwilę przystopować, zatrzymać się i zastanowić nad tym, co dla nas ważne. Bez oszukiwania się, bez mydlenia sobie oczu.

Czy warto kupić książkę „Wróć, jeśli pamiętasz”?

„Wróć, jeśli pamiętasz” nie jest słodką, polaną na bogato lukrem historią dla nastolatek. Pełno jest tu goryczy, którą bohaterowie muszą przełknąć. Niejednokrotnie też doznają rozczarowań. Ale summa summarum całość wychodzi na plus – bo przekaz jest jasny i czytelny, po burzy zawsze przychodzi słoneczny dzień. Tej myśli warto się trzymać.

„Wróć, jeśli pamiętasz” to książka, którą serdecznie polecam każdemu. Głęboka i dojrzała – to chyba najbardziej trafne słowa, którymi mogę ją określić. Pełna wzruszeń, emocji i z zaskakującym finałem. Duży plus za to, że fabuła została przedstawiona oczami Adama, dzięki czemu jeszcze lepiej poznałam bohaterów.

Płytki ceramiczne imitujące drewno – dobry pomysł?

Płytki ceramiczne imitujące drewno - dobry pomysł?

Aktualnie niemal każdy producent zajmujący się produkcja płytek do pomieszczeń posiada w swojej ofercie płytki ceramiczne imitujące drewno. Nowoczesne technologie umożliwiają tworzenie różnego rodzaju rodzaju faktur, wzorów i kolorów, które zaspokoją różnego rodzaju gusta. Czy warto zastosować takie płytki w swoim domu zamiast drewna? Czy nie okaże się to zbyt banalnym rozwiązaniem? Poniższy artykuł być może pomoże podjąć decyzję w tym zakresie.

Aranżacje oparte na naturalnym drewnie.

Drewno to niezaprzeczalnie niezwykle gustowny element wystroju wnętrz. Kojarzy się z naturalnością, a przy tym ociepla pomieszczenia i nadaje im gustownego wykończenia. Jest ono jednak nieco wymagające w utrzymaniu, wymaga nieco poświęcenia mu czasu i uwagi, aby zachowało się w pięknej, niezmienionej formie. W zależności od rodzaju drewna wymaga ono odpowiednio dostosowanej pielęgnacji, która może być nieco uciążliwa i również kosztowna. Należy bowiem między innymi zadbać o to, aby nie dopuścić do jego zbytniego nawilżenia, zatem odradza się jego stosowanie, np. w łazienkach, jako pomieszczeniach w których nieustannie utrzymuje się wysoka wilgotność powietrza. Drewno wymaga odpowiedniej impregnacji, olejowania, cyklinowania, niekiedy lakierowania itp. W takiej sytuacji dobrą alternatywę stanowią płytki ceramiczne imitujące drewno, które są zdecydowanie mniej wymagające.

Pielęgnacja pytek ceramicznych.

Płytki ceramiczne są dużo bardziej odporne na uszkodzenia i mniej wymagające pod kątem ich pielęgnacji. Wystarczy je przetrzeć mokrą ściereczką lub najzwyczajniej umyć przy użyciu mopa w przypadku podłóg.

Zaletą płytek ceramicznych jest również ich cena. O ile w przypadku niewielkich powierzchni zastosowanie drewna może nie okazać się aż tak kosztowne, o tyle w przypadku dużych pomieszczeń można zauważyć różnicę. Tym bardziej, że również należy uwzględnić koszty konserwacji, które odchodzą w przypadku płytek.

Płytki ceramiczne vs. drewno naturalne.

Aktualnie stosowane technologie wytwarzania płytek perfekcyjnie imitują drewno. Płytki z daleka wyglądają dokładnie jak drewno i można się zorientować, że tak nie jest dopiero po bliższym przyjrzeniu się i dotknięciu ich. Producenci podejmują próby imitacji różnych gatunków drewna zatem wybór jest bardzo bogaty, a możliwości kompozycyjne wręcz nieograniczone. Nie zawsze warto zatem przepłacać, skoro efekt nie odbiega zbytnio od tego, który uzyskalibyśmy stosując oryginalny materiał – drewno.

Płytki imitujące drewno w łazience?

Modne ostatnimi czasy stało się stosowanie akcentów drewnianych w łazience. Jak wyżej wspomniano, jest to pomieszczenie o szczególnie dużej wilgotności powietrza, dlatego drewno naturalne nie jest w nim zalecane. Jedynie poleca się różnego rodzaju egzotyczne, rzadkie gatunki drewna, które oczywiście zarazem są bardzo drogie. Dobrze jest zdecydować się na płytki ceramiczne imitujące je. Można dodać tylko wstawki w łazience, bądź nieco bardziej zaszaleć i na przykład wyłożyć nimi całą podłogę. Efekt może okazać się imponujący, a łazienka zyska zdecydowanego, oryginalnego charakteru. A przy tym biorąc pod uwagę ich małe wymagania w zakresie pielęgnacji będą stanowiły najlepsze z możliwych rozwiązań.

7 prezentów na Walentynki dla niego

0
7 prezentów na Walentynki dla niego

Zbliża się 14 lutego, a nie wiesz, co podarować swojemu ukochanemu? Nie chcesz kupować mu kolejnej poduszki w kształcie serca lub pary bokserek? W tym roku postaw na coś oryginalniejszego, zrób partnerowi niespodziankę. Poniżej prezentujemy kilka pomysłów na walentynkowe prezenty dla niego.

Męskie gadżety

Który mężczyzna oprze się gadżetom? Niemal wszyscy uwielbiają małe elektroniczne cudeńka, zwłaszcza te, które są naprawdę praktyczne. Przejrzyj sklepy internetowe, wiele oferuje naprawdę ciekawe rzeczy, które chciałby mieć każdy chłopak. Możesz zamówić na przykład uciekający budzik albo taki, do którego się strzela, aby go wyłączyć. Inna propozycja to wypasiony sportowy zegarek z wieloma funkcjami, niezbędny dla każdego biegacza.

Coś dla hobbysty

Czy wiesz, czym pasjonuje się Twój partner? Sprawisz mu wielką niespodziankę, jeśli na Walentynki kupisz mu coś związanego z jego zainteresowaniami. Meloman na pewno ucieszy się z płyty swojego ulubionego zespołu, modelarz z kolejnego samolotu do sklejania, a zapalony czytelnik z najnowszej książki podziwianego autora.

Sportowi pasjonaci

Trudno odkleić Twoją drugą połówkę od telewizora, gdy właśnie transmitują mecz? A może Twój parner biega w maratonach? Jeśli masz w domu zapalonego sportowca, podaruj mu coś, co będzie nawiązywało do sportu. Ale zanim kupisz koszulkę ulubionej drużyny, dokładnie sprawdź, czy to na pewno ta właściwa. Prezenty na Walentynki, które docenią kibice, to na przykład bilety na mecz lub plakat z autografami.

Dobry alkohol

Wielu mężczyzn gustuje w dobrych jakościowo trunkach. Jeśli Twój partner jest jednym z nich, zastanów się nad zakupem wina lub whisky. Gatunkowy alkohol jest prezentem uniwersalnym, dobrym na każdą okazję. Zanim wręczysz butelkę ukochanemu, ładnie ją zapakuj i przewiąż wstążką, dzięki temu będzie wyglądać bardziej elegancko. Możesz też kupić wino w specjalnych drewnianych skrzynkach, często razem z akcesoriami.

Odrobina pikanterii

Jeśli nie jesteście zbyt wstydliwą parą, możesz podarować partnerowi z okazji Dnia Zakochanych erotyczną grę karcianą. Wspólna zabawa pobudzi wasze zmysły i ożywi związek. Jednak nie każdemu może odpowiadać tak odważny prezent, dlatego dobrze się zastanów, jak ukochany może zareagować na taki upominek.

Elegancja w męskim wydaniu

Prezenty na Walentynki, które sprawdzą się w przypadku eleganckich mężczyzn, to między innymi markowy skórzany portfel, gustowny krawat, grawerowane spinki do mankietów. Zadowolisz nimi biznesmena, prawnika, lekarza, przedstawiciela handlowego. Ale nie każdemu odpowiadają takie szykowne podarunki, niektórzy wolą mniej formalny styl. Zanim kupisz ukochanemu krawat, zastanów się kiedy ostatni raz widziałaś go w garniturze.

Wspólne zdjęcia dla romantyka

Chociaż mówi się, że mężczyźni nie płaczą, to wiadomo, że są wśród nich też romantycy. Jeśli chciałabyś dać swojemu ukochanemu coś, co będzie mu przypominało o miłych spędzonych razem chwilach, zrób dla niego fotoalbum z wywołanych zdjęć lub zamów gotową fotoksiążkę. Możesz też wybrać jedną szczególną fotografię i oprawić ją w ramkę.

Jaki prezent najlepiej kupić Babci?

0
Jaki prezent najlepiej kupić Babci?

Dzień Babci jest bardzo szczególnym świętem. Dlatego warto odpowiednio wcześniej zająć się poszukiwaniem właściwego prezentu. Wbrew powszechnie panującej opinii znalezienie atrakcyjnego prezentu nie jest takie trudne. Wystarczy jedynie dobrze poszukać.

Prezenty dla babci w wielu sklepach są bardzo różnorodne. Możemy znaleźć między innymi gadżety spersonalizowane, które cieszą się bardzo dużą popularnością. Również popularne są zabawne gadżety, a przede wszystkim kwiaty, które nigdy nie wychodzą z mody. Zatem na jaki prezent powinniśmy się zdecydować?

Warto pamiętać, iż zanim ostatecznie zdecydujemy się na dokonanie zakupu, powinniśmy dokładnie wszystko przemyśleć. Prezent jest czymś wyjątkowym, który nie jest uniwersalny, a przede wszystkim dany podarunek nie jest odpowiedni dla każdego. Należy na początku wziąć pod uwagę co nasza babcia lubi, a także co jej sprawia radość. Na tej podstawie możemy znaleźć ciekawy produkt.

Jeżeli nasza babcia lub praktycznie rzeczy, możemy zakupić jej ciekawe produkty do kuchni. Z pewnością będzie zadowolona z pięknego fartuszka do kuchni lub też z zestawu atrakcyjnych kubków. Warto również w sklepach rozejrzeć się za ręcznie robionymi podstawkami pod kubki lub też za atrakcyjnym stojakiem na przyprawy. Są to produkty, które są bardzo uniwersalne i tym samym nasza babcia może ich używać na co dzień.

Jednak jeśli wiem, iż nasza babcia ucieszy się z każdego prezentu i nie musimy koniecznie szukać czegoś uniwersalnego, możemy przykładowo kupić jej spersonalizowane gadżety dotyczące Dnia Babci. Może to być przykładowo kubek z napisem „Dla babci” lub też „Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci”. Dostępne są także poduszki oraz koszulki, jak i również różnego rodzaju fartuszki. Jednak warto pamiętać, iż takie spersonalizowane produkty możemy wykonać sami. Wystarczy przykładowo kupić biały kubek i wymyślić wzór lub też wybrać zdjęcie oraz napis. Z tymi danymi możemy iść do najbliższego punktu ksero, a także do fotografa, który naniesie wybrane przez nas elementy na kubek. Dzięki temu nasza babcia zyska unikalny produkt, z którego na pewno będzie zadowolona.

Doskonałym pomysłem na prezent dla babci może być atrakcyjna pościel. Jest to bardzo uniwersalny prezent, który z pewnością spodoba się każdej kobiecie, niezależnie od jej wieku. Wystarczy jedynie wyobrazić sobie, w jakich kolorach utrzymana jest sypialnia naszej babci i tym samym wybrać odpowiedni kolor pościeli. Wybór na rynku jest bardzo duży, więc z pewnością znajdziemy odpowiedni model.

Warto odpowiednio wcześniej zająć się poszukiwaniami prezentu dla babci. Dzięki temu nie będziemy się zbytnio tym stresować, ponadto mając więcej czasu możemy wpaść na ciekawsze pomysły. Warto pamiętać, iż więcej czasu do namysłu to również dodatkowe chwile, podczas których możemy także podpytać naszą babcię o jej upodobania. Z pewnością jeżeli dokładnie przemyślimy nasze zakupy, zdecydujemy się na kupno bardzo atrakcyjnego prezentu, który spodoba się nie tylko nam, ale również obdarowanej.

Urządzenie przedpokoju – siedziska

0
Urządzenie przedpokoju - siedziska

Przedpokój to zazwyczaj pierwsze pomieszczenie, w którym znajdujemy się po wejściu do mieszkania. Na podstawie tego, co zobaczymy, wykreujemy swoje pierwsze wrażenie. Warto zatem zadbać o to, aby to miejsce prezentowało się nienagannie i gustownie. Przedpokój należy urządzić tak, aby wyglądał stylowo, a przy tym by zachować jego funkcjonalność. W tym miejscu bowiem zdejmujemy i zakładamy odzienie wierzchnie oraz buty. Dobrze zorganizowana przestrzeń powinna zwierać takie meble i dodatki, które umożliwią ukrycie dużej ilości butów, parasoli itp., a umożliwią wyeksponowanie tego, co mamy zamiar zaprezentować. W zależności od wielkości pomieszczenia można zdecydować się na większe, bardziej zabudowane meble, bądź w przypadku małych przedpokoi na kilka mniejszych mebli i gadżetów ułatwiających organizację różnego rodzaju rzeczy. Rynek oferuje interesujące rozwiązania w tym zakresie, wystarczy wykazać się dozą pomysłowości oraz wygospodarować odrobinę czasu, aby wykreować wyjątkową przestrzeń. Dokonajmy swoistego przeglądu przykładowych mebli i gadżetów proponowanych do przedpokoju. Być może coś okaże się inspiracją.

Szafka na buty z siedziskiem

W małym przedpokoju, gdy nie chcemy zagracać go porozrzucanymi butami, warto zdecydować się na szafkę na buty, najlepiej z funkcją siedziska. Wówczas łączymy dwa elementy ze sobą, zyskujemy miejsce na schowanie butów oraz praktyczny element, czyli siedzisko, na którym możemy spocząć podczas czynności przyodziewania obuwia.

Wieszak na ubrania z siedziskiem

To kolejna propozycja, która umożliwia organizację garderoby wierzchniej w połączaniu z funkcją siedziska przeznaczoną do zakładania butów.

Siedzisko tapicerowane

To oferta dla osób, którym zależy na tym by przemycić do wystroju wnętrz nieco stylu i oryginalności. Tapicerowane meble umożliwiają dokonanie wyboru z szerokiej gamy oferowanych przez sklepy wzorów i kolorów.

Ławeczka w połączaniu z szafką na buty

Proste i niezwykle modne siedzisko w postaci ławeczki z pewnością pięknie będzie prezentować się w każdym wnętrzu. Do kompletu warto dobrać gustowną szafkę na buty, która nie będzie zajmowała zbyt wiele miejsca, a doskonale sprawdzi się jako mebel do przechowywania butów. Będzie ona stanowiła idealne połączenie z nowoczesną ławeczką.

Fotel

Gdy możemy sobie pozwolić na nieco większą dowolność, ze względu choćby na większą przestrzeń, to warto zastanowić się nad fotelem w przedpokoju. Z pewnością nada on pomieszczeniu wyjątkowego charakteru, elegancji i wytworności. A i z pewnością zwiększy komfort podczas zakładania butów.

Siedzisko rozkładane

Często oferowane są również siedziska rozkładane, przymocowane na płasko do ściany i rozkładane w momencie potrzeby ich użycia. To idealne rozwiązanie w przypadku pomieszczeń wąskich, bowiem taki mebel jest bardzo praktyczny, a przy tym nie zajmuje zbyt wiele miejsca.

Siedzisko wiklinowe

Gdy mamy ochotę nieco puścić wodzy fantazji postawmy na siedziska wykonane z wikliny. Dostępne są one w różnych wariantach kolorystycznych i niejednokrotnie są pięknie wykończone ażurowymi bądź materiałowymi wstawkami. Przy tym to mebel lekki, nadający tym samym lekkości i szyku pomieszczeniu. Można go łatwo przemieszczać w razie potrzeby.

Skrzynia

Konkretniejszym meblem jest siedzisko w postaci skrzyni. Zaprezentujemy przy jego użyciu interesujący design, a przy tym zachowana zostanie funkcjonalność. Wewnątrz skrzyni można pomieścić sporo par obuwia i oczywiście można na niej usiąść. Odpowiednie zdobienia skrzyni i zastosowanie przykładowo dużej poduchy w ulubionych wzorach czy kolorach, nadadzą przytulności pomieszczeniu.

Puf

Puf jako mebel niezbyt duży, wygodny i interesująco się prezentujący również może stanowić ciekawą inspirację do stylowego zaaranżowania przestrzeni. Pufy są dostępne w różnych kolorach i kształtach, a także wykonane z różnego rodzaju materiałów. Można puścić wodzę fantazji w tej kwestii.

Krzesło rzymskie

Z kolei dla fanów nieco bardziej klasycznego designu odpowiednia propozycją może okazać się krzesło rzymskie. Posiada niebanalny kształt, zajmuje niewiele miejsca i można je udekorować zgodnie z własnymi preferencjami.

Ile masz w sobie ze szczygła – o powieści Donny Tartt

0
Ile masz w sobie ze szczygła – o powieści Donny Tartt

Życie bywa przewrotne i lubi zaskakiwać – nie zawsze w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nigdy nie wiemy, co nam się przytrafi i jak poszczególne wydarzenia wpłyną na nasze dalsze losy. Jednego dnia możemy być najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem, a drugiego tracimy to, co dla nas ważne. Czego uczą takie lekcje i jak nas kształtują? Co wydobywają na światło dzienne?

Dlaczego sięgnęłam po książkę Donny Tartt „Szczygieł”?

Nazwisko Donny Tartt jest mi znane już od dawna, niemniej jednak nie miałam styczności z jej twórczością – aż do momentu, gdy sięgnęłam po „Szczygła”, jej trzecią i jednocześnie najnowszą książkę. Zrobiłam to z czystej ciekawości, gdyż już od dawna przymierzałam się do przeczytania czegoś napisanego przez tę autorkę. Zwłaszcza, że na temat tej powieści słyszałam wiele dobrego, a Pulitzera nie dostaje się za gnioty. Czy pozycja ta sprostała moim wysokim oczekiwaniom? Muszę z radością przyznać, że tak – i szczerze polecam ją każdemu. Niech nie przeraża Was objętość – 800 stron to naprawdę sporo, ale wymagający czytelnicy będą w pełni usatysfakcjonowani.

Kim jest autorka książki Donna Tartt?

Donna Tartt, rocznik 1963, to amerykańska pisarka. Najbardziej charakterystyczną cechą jej twórczości jest to, że nad każdą ze swoich powieści pracuje latami. Jej debiutem jest „Tajemna historia” – pisana od 1983 r., a opublikowana dopiero 9 lat później. Tartt to laureatka wielu nagród oraz wyróżnień, w tym prestiżowej Nagrodya Pulitzera, którą otrzymała w 2014 r. za „Szczygła”. Powieść ta była nominowana też m. in. do National Book Critics Circle Award. Jej tytuł natomiast nawiązuje do obrazu „Szczygieł” Carela Fabritiusa.

O fabule książki „Szczygieł” słów kilka

Bohaterem „Szczygła” jest Theodore Decker. Liczy sobie 13 lat, gdy jego matka ginie w zamachu terrorystycznym na nowojorskim Metropolitan Museum of Art. W tym właśnie dniu Theo wchodzi w posiadanie obrazu „Szczygieł” pędzla Fabritiusa, ucznia artystów z najwyżej półki, a mianowicie Rembrandta i Vermeera. Obcy człowiek przekazuje chłopcu obraz oraz pierścień – ma je dostarczyć przyjacielowi nieznajomego mężczyzny. Zgodnie z prośbą Theo odwiedza sklep Hobarta i Blackwella, gdzie ma obie te rzeczy zostawić, ale decyduje się oddać adresatowi tylko pierścień. Dzieło sztuki postanawia zostawić sobie – zwłaszcza, że ma ono dlań wartość sentymentalną. Był to bowiem ulubiony obraz jego matki. Od tej pory Theo zaczyna traktować go niczym swoją prywatną własność.

Wskutek powyższych zdarzeń życie bohatera zostaje dosłownie wywrócone do góry nogami. Z jednej strony czytelnik ma do czynienia ze zdanym na socjalnych pracowników człowiekiem nie potrafiącym poradzić sobie z emocjami towarzyszącymi utracie bliskiej osoby, a z drugiej z przestępcą obracającym się w mrocznym, skorumpowanym światku handlarzy sztuką. Nie umie wyzbyć się poczucia winy po śmieci matki, popada w uzależnienie od alkoholu i narkotyków oraz dopuszcza się robienia rzeczy, który nie powstydziłby się zaprawiony w fachu kryminalista – aż trudno uwierzyć, że Theo ma zaledwie kilkanaście lat. Niejednokrotnie też zastanawia się nad zwróceniem obrazu, ale w głębi duszy wcale nie ma na to ochoty, co tłumaczy tym, że jest już za późno, by oddać we właściwe ręce skradzione dzieło.

Moja opinia na temat książki „Szczygieł” Donny Tartt

„Szczygieł” nie jest powieścią kryminalną. Wątek sensacyjny stanowi tutaj jedynie tło, nie ma gonitw, strzelanin itp. Opowieść traktuje o emocjach, które popychają ludzi do robienia różnych rzeczy – nawet tych, które przez nich samych są oceniane jako niewłaściwe. Theo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie postępuje tak, jak powinien. Jest człowiekiem bardzo inteligentnym i błyskotliwym, a jednak sam siebie skazuje na niepowodzenie. Przyznaję, że trochę trudno mi to pojąć, wszak nie tego chciałaby jego matka. Ma dość siły, by odbić się od dna, ale biernie przyjmuje to, co przynosi mu los, pogrążając się w depresji i rozpaczy. Utrata najbliższej osoby poważnie zachwiała posadami jego życia i sprawiła, że bohater chciałby najchętniej przestać istnieć.

Powieść skłania do bardzo głębokich refleksji. Rodzi również wiele pytań odnośnie zagadnień, nad którymi rzadko kiedy pochylamy się na co dzień. Czym właściwie są dobro i zło? W którym miejscu znajduje się granica pomiędzy nimi? Lubimy rozmaite rzeczy planować, ale ze swojej świadomości wypieramy to, że w każdej chwili, zwykle tej najmniej spodziewanej, może się nam przytrafić coś tragicznego. Prawda jest także taka, że choćby nie wiadomo jak się starać, nigdy nie będziemy w pełni przygotowani na najgorsze, bo to przeważnie spada na nas niczym grom z jasnego nieba. Ludzkie życie to nie tylko wzloty i radość, ale też upadki, niemoc i samotność.

Czy warto kupić książkę „Szczygieł”?

„Szczygieł” jest powieścią skutecznie wymykającą się jakimkolwiek etykietom. Nie da się jej przypisać do jednej, konkretnej kategorii, dlatego też zdanie na jej temat najlepiej wyrobić sobie na podstawie lektury. Pod względem objętości jest to spora książka, ale czyta się ją bardzo szybko. Warta jest tego, by poświęcić jej czas, ponieważ pozwala spojrzeć na wiele spraw z odmiennej perspektywy. To wspaniała opowieść o miłości i cierpieniu, przedstawiona w niebanalny sposób.

Recenzja książki Małgorzaty Halber „Najgorszy człowiek na świecie”

0
Recenzja książki Małgorzaty Halber „Najgorszy człowiek na świecie”

Alkoholizm to jeden z najbardziej wyniszczających nałogów. Myśląc o człowieku uzależnionym, zwykle mamy na myśli obdartego żula spod sklepu monopolowego. Przeważnie nie chcemy przyjąć do wiadomości, że jest to stereotyp mający niewiele wspólnego z rzeczywistością – zwłaszcza, gdy osobą uzależnioną jest kobieta.

Dlaczego sięgnęłam po książkę Małgorzaty Halber „Najgorszy człowiek na świecie”?

Małgorzata Halber przez dość długi czas kojarzyła mi się z celebrytką, których na łamach plotkarskich portali jest zawsze pełno. Przyznaję, że nie śledziłam też jej dziennikarskiej kariery ani publikacji ukazujących się w różnych tytułach. Ale do czasu. Któregoś dnia wpadł mi przypadkowo w ręce wywiad, w którym pani Małgorzata opowiadała o swoim życiu naznaczonym alkoholizmem. Zero gwiazdorzenia, tylko rozbrajająca szczerość waląca momentami między oczy. To właśnie spowodowało, że postanowiłam sięgnąć po jej książkę „Najgorszy człowiek na świecie”. Czy się rozczarowałam? W żadnym wypadku nie. Co więcej – uważam, że w zasadzie każdy powinien ja przeczytać. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie wiemy, co nam los przyniesie. Nie mamy także jakiejkolwiek pewności co do tego, że jesteśmy wolni od uzależnień – popaść w nie można w dowolnym momencie. Nie umiemy przewidzieć, co nas pchnie w ich objęcia.

Kim jest autorka książki Małgorzata Halber?

Małgorzata Halber to popularna dziennikarka, rocznik 1979, ukończyła filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Od bardzo wielu lat związana z mediami. Ma na swoim koncie współpracę m. in. z Rozgłośnią Harcerską, TVP, Polsatem oraz stacją Viva Polska, gdzie przez 11 lat była prezenterką. Publikuje na łamach „Codziennika Feministycznego” oraz muzycznego kwartalnika „M/i”. Jej pasją jest również rysunek – stworzyła znany internetowy komiks zatytułowany „Bohater”. „Najgorszy człowiek na świecie” jest jej powieściowym debiutem.

O fabule książki „Najgorszy człowiek na świecie” słów kilka

Trudno jest mi streścić fabułę „Najgorszego człowieka na świecie”. Właściwie to nie wiem nawet czy to w ogóle jest możliwe, niemniej jednak spróbuję. Bohaterka książki ma na imię Krystyna. Pracuje w telewizji. Brzmi znajomo, nieprawdaż? To jedynie przysłowiowa zasłona dymna, ponieważ od samego początku wiadomo, że kryje się za nią Małgorzata Halber. W każdym bądź razie pomimo tego, że Krystyna na co dzień obraca się wśród ludzi, czuje się wśród nich bardzo niepewnie. Wydawać by się mogło, że ktoś taki jak ona nie powinien mieć problemów z nawiązywaniem kontaktów z innymi, ale jak doskonale wiadomo, pozory bywają szalenie mylące. Krystyna jest po prostu znakomitą aktorką i potrafi robić dobrą minę do złej gry. Znajomi mają ją za świetną, wygadaną dziewczynę, która nie stroni od imprez. Nie mają przy tym pojęcia, że owa wesołość i otwartość są efektem tego, że Krystyna pije. Alkoholem dodaje sobie animuszu w różnych sytuacjach, a pora dnia nie ma przy tym najmniejszego znaczenia. Na drinka czy dwa nigdy nie jest ani za późno, ani za wcześnie.

Otaczający bohaterkę ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że to, co widzą, to maska i fasada, za którą siedzi nade wszystko strach przed życiem. Krystyna pije po to, by nie odstawać od reszty, bo cokolwiek poczuć – przecież to musi być normalne, skoro i inni tak postępują. Z drugiej zaś strony w kobiecie tli się świadomość, że to nie tędy droga. Dlatego postanawia całkowicie zerwać z nałogiem oraz uleczyć swe ciało i duszę.

Moja opinia na temat książki „Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzaty Halber

„Najgorszy człowiek na świecie” to niesamowicie osobista książka. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż przelewanie słów na papier autorka potraktowała niczym swoistą terapię mającą nieść wsparcie zarówno jej samej, jak i wszystkim czytelnikom zmagającym się z podobnymi problemami. Komuś takiemu jak ja, kto nie pije alkoholu, może niełatwo jest pewne rzeczy zrozumieć. Książka to swego rodzaju ostrzeżenie – możemy zgubić drogę i nawet nie zauważyć, w którym momencie to się stało. I nie chodzi wcale o to, że nagle zaczniemy pić, uprawiać hazard czy wciągać koks. Różne okoliczności sprawiają, że patrząc w lustro, możemy w nim ujrzeć najgorszego człowieka na świecie.

Książka Małgorzaty Halber nie jest kolejnym poradnikiem o tym, jak żyć – takich pozycji na rynku jest pełno i cieszy niezmiernie fakt, iż autorka nie podążyła tym utartym szlakiem. Nie mydli czytelnikowi oczu i nie lukruje opowieści po to, by stała się ona łatwiejsza do strawienia. Autentyczność przekazu jest jej mocnym atutem.

Warto przy tej sposobności zastanowić się nad tym, dlaczego niejednokrotnie postępujemy wbrew sobie i za wszelką cenę staramy się być szczęśliwi. Nawet wówczas, gdy najchętniej zaszylibyśmy się pod kołdrę i celebrowali smutek. Co nami kieruje? Presja społeczna? Boimy się tego, że będziemy postrzegani w kategoriach dziwaków?

Czy warto kupić książkę „Najgorszy człowiek na świecie”?

„Najgorszy człowiek na świecie” nie należy do lektur lekkich i przyjemnych. Zmusza do zastanowienia się nad sobą i stanięcia oko w oko z własnymi demonami, czymkolwiek one nie są. Dla jednych będzie to alkohol, dla drugich narkotyki bądź zupełnie coś innego. Unikajmy też niczym ognia oceniania innych. Nie znamy ich historii. Nie wiemy, co im się przytrafiło. Każdy z nas odbiera świat przez pryzmat indywidualnych doświadczeń i emocji. Zdecydowanie warto przeczytać „Najgorszego człowieka na świecie” – by sobie te oczywiste rzeczy uświadomić.

Recenzja książki Julity Bator „Zamień chemię na jedzenie”

0
Recenzja książki Julity Bator „Zamień chemię na jedzenie”

Zdrowemu stylowi życia poświęca się w dzisiejszych czasach mnóstwo uwagi. To dobrze, ponieważ ważne jest to, by każdy z nas miał świadomość pewnych rzeczy – chociażby tego, czym tak naprawdę karmią nas producenci żywności. Wielu z nas nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ile szkodliwej chemii jest w sklepowych produktach. Warto zatem zgłębiać wiedzę na ten temat – leży to w naszym interesie.

Dlaczego sięgnęłam po książkę Julity Bator „Zamień chemię na jedzenie”?

Każdy, kto chce dokonać zmian w swoim życiu, powinien bliżej przyjrzeć się poszczególnym jego obszarom. Zwykle w tym kontekście mówi się o karierze zawodowej czy pasjach, ale są też inne, równie ważne kwestie. Dotyczące m. in. tego, co ląduje na naszych talerzach. Jest to główny powód, dla którego sięgnęłam po „Zamień chemię na jedzenie” Julity Bator. Chciałam skorzystać z doświadczeń kogoś, kto w tej materii jest mądrzejszy ode mnie i ma coś ciekawego do powiedzenia. Autorka niczego nie wyssała sobie z palca, sama bowiem stoczyła istną batalię o zdrowie własnej rodziny. Tyle się teraz mówi o tym, by odżywiać się zdrowo – jestem jak najbardziej za. Ale pojawia się przy tej okazji wiele pytań. Od czego zacząć? Na co zwracać uwagę? Tym bardziej zatem warto poznać omawianą przeze mnie książkę.

Kim jest autorka książki Julita Bator?

Julita Bator to znana blogerka, która za cel postawiła sobie zmienić postawę Polaków w kwestii przede wszystkim odżywiania się, ale i ogólnego podejścia do życia. Namawia do wyeliminowania złych nawyków, które bardzo szkodzą zdrowiu. Kilka lat temu postanowiła przeprowadzić pewien eksperyment – zrezygnowała z kupowania przetworzonej żywności i na poważnie przyłożyła się do gotowania w domu. Jak sama twierdzi, jej zainteresowanie zdrowym stylem życia było efektem desperacji. Nie radziła sobie z ciągłymi chorobami dzieci, a ma ich troje. Pragnęła poprawić jakość swego życia i rodziny – i jej się to udało. Do tego samego zachęca również i innych, m. in. w swojej książce „Zamień chemię na jedzenie”.

O fabule książki „Zamień chemię na jedzenie” słów kilka

„Zamień chemię na jedzenie” to swoisty przewodnik po zdrowej żywności. Książka składa się z 20 rozdziałów poświęconych różnym grupom żywności. Dzięki temu, że została w ten sposób usystematyzowana, bez problemu można się w niej odnaleźć i w razie potrzeby powracać do tych informacji, które akurat są nam potrzebne. Na końcu zamieszczony jest indeks wszystkich nazw, a także „Tabela szkodliwych lub potencjalnie szkodliwych dodatków do żywności”. Prawdziwym strzałem w dziesiątkę okazał się ponadto znajdujący się w książce „Subiektywny alfabet nieekologicznych, ale zdrowych produktów żywnościowych” – ja osobiście korzystam z niego bardzo często i Wam także go polecam.

Oprócz tego książka zawiera mnóstwo wspaniałych przepisów na zdrowe potrawy rodem z naszej rodzimej kuchni. Jeśli komuś kuchnia polska kojarzy się wyłącznie z bardzo niezdrowymi daniami, to z pewnością będzie mile zaskoczony odkryciem, że wcale tak być nie musi. Przepisy zostały uporządkowane według kategorii takich jak: śniadania, kolacje, zupy, drugie dania, napoje, słodycze, przekąski oraz desery. Jestem przekonana, że każdy z Was znajdzie tu coś dla siebie.

Z książki dowiadujemy się mnóstwa interesujących informacji o dodatkach do żywności, które stanowią główne źródło problemów natury zdrowotnej. Autorka przekonuje, że lepiej jest wrócić do czasów naszych rodziców czy dziadków, kiedy to wiele rzeczy ludzie robili sami i zawsze mieli spiżarnię pełną smakowitych, własnych przetworów.

Moja opinia na temat książki „Zamień chemię na jedzenie” Julity Bator

Zanim przeczytałam „Zamień chemię na jedzenie” byłam święcie przekonana o tym, iż odżywiam się w miarę zdrowo. Książka tymczasem otworzyła mi oczy, ponieważ przekonałam się, jak wiele błędów popełniam na co dzień. I to już na starcie – bo w sklepie, robiąc zakupy. Żadną sztuką nie jest przeczytać etykietę, choć sporo osób – o zgrozo – w ogóle tego nie robi. Sztuką jest wiedzieć, jakie informacje ona zawiera. Od tego zaczyna się świadome odżywanie.

We współczesnym świecie to żaden problem pójść na łatwiznę – skoro sklepy podtykają nam pod nos gotowe rozwiązania, a reklamy dodatkowo nakręcają do kupowania tychże. Bo szybciej, bo prościej, no i rzecz jasna smacznie. Szkoda tylko, że ze zdrowym jedzeniem nie ma to niczego wspólnego. Po przeczytaniu książki bez większego żalu rozstałam się z rozmaitymi produktami, które w mniejszych bądź większych ilościach lądowały w moim koszyku. Nawet pożegnanie ze sklepowymi słodyczami nie było aż tak bolesne – wystarczy, że spojrzę na batonika i wyobrażę sobie, co w nim siedzi, a od razu przechodzi mi na niego ochota. Wolę sama upichcić coś w zaciszu domowej kuchni.

Czy warto kupić książkę „Zamień chemię na jedzenie”?

„Zamień chemię na jedzenie” nie jest typowym poradnikiem, gdzie autorka przybiera mentorski ton i mówi czytelnikowi, jak ma żyć. Nic z tych rzeczy. To świetnie napisana książka, którą powinien poznać każdy. To czy skorzystamy z zawartych w niej porad i wskazówek jest wyłącznie naszą sprawą. Autorka skutecznie rozprawia się z wieloma mitami o zdrowej żywności – np. z tym, że jest droga. Zadajmy sobie pytanie: wolimy dobrze traktować nasz organizm i dostarczać mu zdrowego paliwa czy rujnować nasz budżet astronomicznymi wydatkami na leki i wizyty u lekarzy?

Miarki kuchenne – pomysły i propozycje

Miarki kuchenne

Często w momencie gotowania słyszymy od nieco bardziej wytrawnych kucharzy/gospodyń domowych, aby dozować określone składniki „na oko”. Z pewnością wielu z nas nie lubi tego określenia, gdyż nie posiadając doświadczenia w przygotowywaniu określonej potrawy, po prostu nie potrafimy sobie wyobrazić ile danego składnika potrzeba. Tymczasem, wiele przepisów wymaga dokładnego odmierzenia ilości zastosowanej mąki, cukru czy kaszy itp., gdyż zastosowanie metody prób i błędów może zakończyć się fiaskiem. Jest tak w przypadku choćby ciast, biszkoptów, które wymagają zastosowania idealnie określonych proporcji składników, a wszelkie odstępstwa od normy mogą okazać się niewybaczalne. Dobrze jest zaopatrzyć się w jakakolwiek miarkę kuchenną, aby ułatwić sobie pracę. Z pewnością okaże się ona niezwykle przydatnym akcesorium i zaoszczędzi wielu dylematów.

Miarki, które każdy z nas posiada w domu, czyli kubki i miski.

Większość z nas przyrządzając potrawy w kuchni wykorzystuje kubki i miski jako miarki kuchenne. Wprawdzie nie jest to ich podstawowym przeznaczeniem, ale rewelacyjnie sprawdzają się w tej roli. Pod warunkiem oczywiście, że znana jest nam ich pojemność, bowiem często kubek kubkowi nierówny – niektóre mają pojemność 200 ml, inne natomiast 250 ml lub 300 ml. To podobne objętości, które również mogą przysparzać nieco kłopotu. Gdy jednak objętość jest nam znana to możemy w zasadzie bezbłędnie dobrać potrzebną nam ilość składników, a w misach dodatkowo można od razu, np. ugniatać ciasto czy wyrabiać różnego rodzaju masy. W wysokich pojemnikach możemy również blendować/miksować potrawy – koktajle, sosy, zupy kremy.

Łyżki i zestawy, jako precyzyjne miarki kuchenne.

Niektóre przepisy wymagają dużo większej precyzji wykonania i doboru składników. W takim wypadku przydatna może okazać się miarka w postaci łyżki.Umożliwi ona idealny dobór odpowiedniej ilości składnika, wręcz do do 1 ml. Niejednokrotnie naszym zadaniem, zgodnie z przepisem jest zastosowanie, np. 10 ml oliwy z oliwek, 40 ml wina bądź 15 ml octu balsamicznego. Trudniej to określić przy pomocy kubka lub miski. To samo dotyczy ziół, które dodajemy w niewielkich ilościach, np. 5 g. Dzięki łyżce-miarce od razu też możemy odpowiednio wymieszać przygotowywane sosy, napoje czy desery. Duże i solidnie wykonane łyżki przy okazji mogą posłużyć do nabierania lodów i tworzenia z nich estetycznych gałek. W ofercie rynku można znaleźć zestawy łyżek-miarek, od najmniejszych po największe. Niekiedy producenci oferują również do kompletu misy i kubki.

Waga – królowa miarek kuchennych.

Najbardziej precyzyjnym urządzeniem do pomiaru składników w kuchni niezaprzeczalnie jest waga. Wiedzie zdecydowane prym w zakresie precyzji doboru składników. Wagi kuchenne zazwyczaj są wyposażone w skalę od 0,01 g do 5 kg. To nieoceniony sprzęt, który umożliwia stosowanie się do różnego rodzaju diet, które zakładają określoną wagę/pojemność spożywanych posiłków o określonych porach dnia. To pozwoli restrykcyjnie przestrzegać skomponowanych jadłospisów. Nowoczesne wagi są wyposażone w funkcję tary, dzięki czemu odliczany jest ciężar zastosowanego naczynia, a otrzymamy jedynie masę jego zawartości.

ZOBACZ TEŻ